ROZDZIAŁ NAPISANY PRZEZ WERONIKĘ. WIĘCEJ INFORMACJI W NOTATCE PONIŻEJ!
Tom's POVPromienie słoneczne zaczęły delikatnie muskać moją twarz. Próbowałem zakryć głowę poduszką, aby móc odpłynąć chociaż jeszcze na chwilę w objęcia Morfeusza, ale Słońcu najwyraźniej niezbyt przypadło to do gustu, gdyż jak na złość zaczęło świecić jeszcze mocniej. Dzięki o bogini!
Otworzyłem powoli powieki, które na widok światła samowładnie się zamknęły.
Kiedy zdążyłem przyzwyczaić się do promieni słonecznych, zauważyłem, że leżę na podłodze. "Czemu leżę na podłodze i gdzie ja w ogóle jestem? "
Dopiero po kilku chwilach mój mózg zaczął prawidłowo pracować i przypomniałem sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru....ona.... A tak w ogóle gdzie ona jest?
Zmieniłem pozycję na siedzącą i zacząłem rozglądać się po pokoju. Tak, nie ma wątpliwości, że to jej mieszkanie, uśmiechnąłem się.
Gdy obróciłem głowę odrobine w lewo zboczyłem śpiącą Kate, która leżała na boku w swoim łóżku, przynajmniej ona jedna się wyśpi. Ehh... Należy się jej porządny wypoczynek po wczorajszym dniu. Dalej nie mogę pojąc czemu to zrobiła.... Ale jedno wiem na pewno, ze musze ja wspierać, najlepiej, jak tyko potrafię. Musze zrobić wszystko żeby o nim zapomniała...wiem! Na dobry początek dnia mogę zrobić jej śniadanie, przecież to zawsze coś.
Podniosłem się z podłogi, lekko chwiejąc się przy wstawaniu, no cóż trzeba przyznać że nie jestem dobry w utrzymaniu równowagi.
Podszedłem do lóżka Karie i lekko pogłaskałem ja po policzku. Teraz jest już tylko moja. Zamierzam ja zawsze wspierać a przede wszystkim nigdy jej nie zostawić.
Ostatni raz spojrzałem na moją dziewczynę i ruszyłem w kierunku kuchni.
Kiedy znalazłem się już w pomieszczeniu otworzyłem drze lodówki wzdychając zrezygnowany.
Niestety... Nie ma wystarczająco produktów na zrobienie jakiegoś porządnego śniadania. W sumie nawet jakby były, to chyba i tak za wiele bym tutaj nie zdziałał. Mam nadzieje, ze Katie zadowoli zwykła jajecznica.
Kate POV
Obudziłam się kilka minut temu, ale szczerze nie miałem ochoty wstawać. Przyjemnie jest śnić i nie martwic się o nic. Trochę jak z słuchaniem muzyki czy rysowaniem.
Spalam dość dobrze, właściwie to można nawet powiedzieć ze się wyspałam. No... pomijając to, ze miałam wspaniały sen, taki realistyczny, a zarazem tak bolesny, ponieważ znowu przypomniał mi o nim.
,,(...) Siedziałam na jakiejś nudnej lekcji w szkole, cały czas patrząc na zegarek, kiedy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę.- odezwał się głos nauczycielki.
- Dzień dobry pani.
W drzwiach stanął nie kto inny jak Louis.
-Co cię tutaj sprowadza chłopcze.
- Mama.
- Mama?
- Tak, mama.
- A po co miała by cię tutaj mama przysyłać?
- Nie moja mama proszę pani! Mama Kate!
- Kate?
- Tak, mam tutaj zwolnienie dla pani od jej mamy. Kazała bardzo ładnie panią poprosić, żeby zwolniła pani jej córkę z lekcji, gdyż musi udać się dzisiaj do lekarza.
- Do lekarza powiadasz...
- Jeśli mi pani nie wierzy to mogę po nią zadzwonić, ale to by oznaczało, że nie ma pani w ogóle zaufania do ludzi, czy coś...
- Eh... no dobrze...
- Louis.
- Louisie. Kartkę ze zwolnieniem sobie zachowam na wszelki wypadek.
- Jeżeli pani chce przechowywać niepotrzebne rzeczy to proszę bardzo.
- Kate! Pakuj się twoja mama napisała ci zwolnienie, możesz iść do domu. Powodzenia na badaniach.
- Badaniach?- spojrzałam zdziwiona na nauczycielkę a potem na Louisa. No tak...Louis i wszystko jasne.
- Ahh tak.. dobrze, dobrze.
Spakowałam się szybko i rzuciłam tylko ciche " Do widzenia".
Po chwili byliśmy już na zewnątrz.
- Louis co ty wyprawiasz?
- Powinnaś mi podziękować.
--Jak moja mama dała ci zwolnienie, przecież sam jesteś...no byłeś w szkole.
- Można powiedzieć, że bardzo dobrze znam twoją mamę.
- Louis... Podrobiłeś pismo mojej mamy?!
- Niee...
- Louis!
- A nawet jeśli to co? Jeżeli nie chcesz iść się ze mną przejść, tylko wolisz spędzać czas na jakiejś nudnej lekcji to proszę bardzo droga wolna.
- To nie uczciwe!
- Trudno... nie to nie. Baw się dobrze na lekcjach. Na razie!
Louis zaczął się oddalać. Z jeden strony wiem, że nie powinnam zawalać szkoły, ale z drugiej...i tak to przecież kiedyś odrobię, prawda?
- Louis czekaj no!
- Wiedziałem, że jednak się zdecydujesz.- chłopak posłał mi swój promienny uśmiech.
- Ale tylko ten jeden raz, nigdy więcej.
- Oczywiście proszę pani.
- Kate.
- Katie.
-Uhh... gdzie idziemy?
- Do lasu? Po co?
- Zobaczysz."
Przywołanie tego snu, sprawiło, że po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, szkoda, że skończył się w takim momencie. Mam nadzieję, że kiedyś przyśni mi się jego dalsza część. . Czemu ten sen musiał być akurat o nim? Przecież miałam zapomnieć, nie wracać już więcej do tego. Mam nawet chłopaka, ale cały czas zastanawiam się, czy go naprawdę kocham. Wiem, jestem szalona, ale wbrew pozorom trudno jest zapomnieć o przeszłości. Mimo wszystko wiem, że Tom mnie kocha i naprawdę się stara, zawsze mnie wspiera, nie to co Louis, który zaginął nie wiadomo gdzie, zrobił karierę, a o mnie kompletnie zapomniał.
Moje przemyślenia( całe szczęście) przerwała cudowna woń smażącego się jajka, gdzieś z dołu pomieszczenia. Ktoś chyba robi jajecznice, którą uwielbiam!
Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam do kuchni potykając się tym samym o własne nogi.
Kiedy znalazłam się w pomieszczeniu od razu się uśmiechnęłam. Zobaczyłam bowiem mojego nowego...chłopaka w moim różowym fartuchu kuchennym z naklejką w kształcie serca. Stanęłam w framudze drzwi i przyglądałam się przez kilka minut, jak Tomek zmaga się ze zrobieniem jajecznicy. nigdy nie był dobry w gotowaniu, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Zawsze kiedy się spotykaliśmy, to albo szliśmy gdzieś, żeby coś zjeść, albo po prostu zamawialiśmy pizzę. Miło jednak patrzeć jak się stara.
Chłopak naprawdę się stara, bo cię kocha, ale czy ty kochasz jego?
- Hey mamo.
- Katie? Co ty tutaj robisz.- Tom spojrzał na mnie ze zdziwionym, a może przerażonym wyrazem twarzy, prawie upuszczając patelnię z jajecznicą.
- Hmm... no nie wiem... może wstałam i przyszłam cos zjeść?- uśmiechnęłam się.
- Ale...nie jest jeszcze gotowe.
- Mogę ci pomóc.
- W robieniu jajecznicy? Nie dzięki poradzę sobie, zresztą już skończyłem. Została kwestia talerzy.
- Okay, to ja nakryje do stołu.
- Nie!
-Bo...?
- Bo nie. ty po prostu usiądź, a ja wszystko zrobię, okay?
- Dobra?- podniosłam ręce w geście obronnym i usiadłam do stołu.
Po chwili na moim talerzu pojawiła się pachnąca jajecznica, jejku jak ja kocham jajecznice!
Oczywiście zjadłam ją jako pierwsza, ale u mnie to normalne, jestem typem głodomora.
- Smakowało?
- Bardzo.- powiedziałam i posłałam Tomkowi przepiękny uśmiech, na co on odpowiedział tym samym.
- A jak ci się w ogóle spało skarbie?
Skarbie...skarbie...skarbie... czy on mnie właśnie nazwał skarbie?
- Co...?
- Pytałem jak ci się spało...- powiedział zmieszany.
- Ah... dobrze. Nawet się wyspałam.
- Coś ci się śniło?
Nie, nie wcale, tylko tam taki Louis Tomlinson.
- Nie, a czemu pytasz?- czułam się trochę zdenerwowana, ale nie miałam pojęcia czemu, przecież to tylko sen tak? Nie chcę, żeby tom myślał, że znowu mam ,,w głowie" Louisa. Bo nie mam!
- Ponieważ moja droga mówiłaś przez sen.... i w sumie kilka razy się uśmiechałaś. Nie chcesz, to nie mów, ale mam nadzieję, że był to sen o mnie, hmm?
Czułam się coraz bardziej zdenerwowana, kiedy nagle zadzwonił telefon. Dzięki ci Boże!
- To Weronika, musze odebrać.
- Pewnie odbieraj i od razu pozdrów…ją kimkolwiek jest ode mnie.
- Okay.- rzuciłam szybko i odebrałam telefon.
- Hey Kate!
- Hey Weronika!
- Widzę, że humorek dopisuje.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zadzwoniłaś!
- Aż tak się stęskniłaś?
- Opowiem ci wszystko jak się kiedyś spotkamy.
- Bo ja właśnie w tej sprawie. nie miałabyś ochoty wybrać się dzisiaj ze mną na zakupy?
- Hm... pewnie!
- To spotkajmy się koło parku za piętnaście minut. Będę czekać. pa!
- Ej! Chyba zwariowałaś! W życiu nie wyrobię się w piętnaście minut!
- To za dwadzieścia, nie przyjmuję odmowy! do zobaczenia!
-Pa?
Jaka ona jest szalona. Chyba nawet bardziej niż ja.
- Wychodzisz?
- Mhm. Weronika chce się spotkać.
- Zauważyłem.- westchnął.
-Coś nie tak?
- Nie... Po prostu myślałem, że spędzę odrobinę czasu z moją dziewczyną, to wszystko.
- Obiecuję, że jeszcze będziesz miał mnóstwo czasu.
- Na pewno?
- Tak. A teraz wybacz, ale muszę się zbierać, za dwadzieścia mam być w parku.
- Ja tez, chyba powinienem się zbierać. Podwiózłbym cię, ale jeszcze nie mam prawka.
- Spokojnie zamówię taksówkę.
- Ty idź się ubieraj, a ja ci zamówię, zaoszczędzisz te parę minut.
- Oh dziękuję, że dzięki tobie zaoszczędzę dwie minuty!
- Kate! Próbuje być miły!
- Ja też.- uśmiechnęłam się i pobiegłam na górę wybrać jakieś rzeczy na moje dzisiejsze wyjście z Weroniką.
Najodpowiedniejszy będzie klasyczny strój. Dżinsy, bluza z napisem "hug me" i do tego moje ukochane niebieskie Conversy.
Ostatni raz popatrzyłam na siebie w lustrze i stwierdziłam ,ze jestem gotowa do wyjścia.
Zbiegłam na dół, ale Toma już najwyraźniej nie było, szkoda, bo chciałam się z nim pożegnać.
Kiedy już miałam otwierać drzwi ktoś złapał mnie za ramiona i szybkim gestem odwrócił do siebie.
- Tom! nie wyszedłeś?
- Nie, muszę się przecież pożegnać z moją dziewczyną, prawda?
- Ehh.. nie musiałeś czekać.
- To tylko parę minut skarbie, spokojnie.
- Znowu to robisz.
- Co?
- Mówisz do mnie skarbie.
- To źle?
- Nie ..chyba ..nie po prostu muszę się do tego przyzwyczaić.
- Ah.. jak nie chcesz to mogę mówić ci po prostu Kate jak zawsze.
- Nie... jest w porządku naprawdę.
- nie chciał bym się narzucać.
- nie narzucasz się.
Po tych słowach mocno przytuliłam Tom’a i pocałowałam go w policzek.
- A to za co było?
- Za wszystko.
Jeszcze raz go przytuliłam i wybiegłam z domu wsiadając do taksówki, która już czekała na moim podwórku.
*
Chodzenie kilka godzin po sklepach jest naprawdę męczące, nie wiem skąd Weronika bierze tyle siły i energii, ja już nie mogę.
- Chcesz usiąść w tym barze obok? Chyba się trochę zmęczyłaś.
- Chodzimy przez kilka godzin po sklepach, ciebie to nie męczy?
- Nie.- Weronika uśmiechnęła się i pociągnęła mnie za rękę w stronę wyjścia.
Po kilku chwilach byliśmy już we wnętrzu przytulnego baru, o ile tak go można nazwać. Przynajmniej nie jest to jakiś klub, który od razu wygląda na pierwszy rzut oka jak dom publiczny.
-Chcesz coś do picia Kate?
- Może sok pomarańczowy.
- Sok? Okay...
- Nie Mam ochoty na Alko.
- To ja też wezmę sok pomarańczowy.
Kiwnęłam głową i patrzyłam jak Weronika odchodzi w stronę baru. Przyniesienie soków nie zajęło jej dość dużo czasu, bo po kilku minutach byłą już przy naszym stoliku.
- Proszę o to twój sok madame.
- Madame?- zaśmiałam się.
- A może wolisz określenie Sir, hmm?
- Nie, wolę madame.
- To dobrze. A teraz opowiadaj.
- O czym?
- O tym czemu uratowałam ci dzisiaj rano życie.
- To nic takiego.
- No mów!
- Nie!
- Kate!
- Weronika!
- Eghhhh dobra. Co tam u ciebie słychać?
- Ale pytanie.
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
- Ja nic nie mówię.
- Chyba jednak mówisz.
- Nic ciekawego, ostatnio miałam trochę załamki, ale mój kochany chłopak i pomógł, więc nadal żyje. Dzisiaj rano zjadłam wspaniałą jajecznicę i pobiegłam na spotkanie z tobą.
- Zaraz...co?! Masz chłopaka?!
- No...tak.
- Kto to? Znam może?
- Tom.
- Kto to? Czemu ja nic o tym nie wiem.
- Jesteś my ze sobą dopiero od wczoraj, zresztą nie ma się czym chwalić.
- Jak to nie ma Kate! To wspaniale! Gratuluję ci!
Weronika uśmiechnęła się i od razu mnie przytuliła, po czym ja zrobiłam to samo. Cieszę się, że mam u niej wsparcie i przede wszystkim, że cieszy się razem że mną... cieszy...
Siedziałyśmy jeszcze w barze jakieś dobre dwie godziny i rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. To dziwne, że same kilka godzin zakupów i co najmniej dwie godziny w barze nie wystarczały nam na to żeby się wygadać. Kiedyś jednak przecież trzeba wrócić do domu.
- Zadzwoniłam po taksówkę, chyba muszę się zbierać.
- Ja też, chyba pojadę z tobą, nie chce mi się wracać na piechotę.
- A komu by się chciało?
- Też racja.
- Weronika...
- Tak?
- Śnił mi się Louis.
--------------------------------------------------------------------------------------
Okey, trzeba sie chyba wytłumaczyć... Tak więc: wiem ostatni rozdział był miesiąc temu. Ostatnio zaniedbałam naukę, a akurat miałam ciężki okres. Zawaliłam 3/4 sprawdzianów, które miałam poprawiać. Drugi powód to po prostu życie prywatne. A trzeci, to kompletny brak weny. Jak widzicie ten rozdizał nie jest napisany przeze mnie. Napisała go Weronika z My brother Deadlier . Próbowałam posklejać zdania, ale nic mi nie wychodziło, więc poprosiłam Werę. Ona Npisała rozdział, ja tylko pozmieniałam pewne niedogodności które psuły mi dalsze losy. Więc wszystkie podziękowania i komentarze Kierujcie do niej. Kolejny rozdział napiszę sama, gdyż blokada była chwilowa. To ten jeden rozdział był taki felerny. Jeśli uważacie, że jest on jakoś ciekawszy od pozostałych, to napiszcie to poniżej, a ja rozważę może nasze wspólne pisanie z Werą? Kolejny rozdział pojawi sie za jakieś 2 tygodnie, pod warunkiem, że będzie 3 komentarze :) Dziękuję, Dobranoc.
Super rozdział, jak zawsze :)
OdpowiedzUsuńNominowałam Cię do Liebster Award, zaprawszam na mojego bloga http://life-is-unsafe.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że nie zepsułam twojego opowiadania :* ale i tak ty piszesz lepsze :D nie mogę doczekać się następnego :D
OdpowiedzUsuńŚwietny ! <3
OdpowiedzUsuń